Pisali o Zalesiu

Tadeusz Żmudziński w drugiej połowie lat dwudziestych XX wieku pisał o Zalesiu Dolnym: „tu, gdzie wszystko przecież jakby umyślnie składa się po temu, by stworzyć rozkoszny zakątek, poświęcony wytchnieniu i pokrzepieniu zdrowia. Gdzie znajdziecie taką ziemię i takie powietrze, i takie lasy jak w Piasecznie i jego najbliższej okolicy; gdzie znajdziecie warunki przyrody, które by w stopniu równie wybitnym odpowiadały wymaganiom zdrowotności? Wysokie położenie nad poziomem morza, grunt przepuszczalny, a mimo to obfitujący w wodę do picia i do kąpieli, osłona przed wiatrami, powietrze, nasycone balsamiczną wonią i przepojone ozonem sosnowych lasów – to są skarby, których nikomu (...) marnować nie wolno.”

Maria Dąbrowska: 
W Zalesiu aż krzyknęłam z zachwytu. Nie myślałam, ze zastanę jeszcze tyle oszałamiających barw jesieni, które przy pochmurnym, szarym niebie chyba jaskrawiej grały niż przy błękitach”("Dzienniki " t.II).


 Adam Czyżewski :
„ …jeszcze dziś na obrzeżach Warszawy można się natknąć na starą, emaliowaną tabliczkę z napisem „Miasto-Ogród” i numerem policyjnym posesji, jednakże do zdziwienia tym fenomenem do systematycznej refleksji nad nim droga daleka, wygodniej i zapewne bezpieczne uznać, że są to niewiele znaczące ślady merkantylnego wykorzystywania emblematu miasta-ogrodu dla potrzeb jednej z tych licznych parcelacji lat 20tych i 30, których chaotyczne pozostałości do dzisiaj możemy obserwować na obrzeżach podmiejskich. Podkowa Leśna czy rejon Adamowa w Zalesiu Dolnym pod Warszawą to tylko szlachetne wyjątki potwierdzające smutną regułę "
("Trzewia Lewiatana", UJ Kraków 2001, s. 8)

 Maria Ginter:                                                                                                                                                  „Lipiec 1944. (…) wynajmiemy jakieś lokum na letnisku w Zalesiu, aby w razie sygnału dołączyć w szeregi walczących. Projekt ten wprowadziliśmy w czyn. Wynajęliśmy skromną chałupkę pod Zalesiem i przeprowadziliśmy się po tygodniu. Wysłaliśmy najpierw po wóz z rzeczami i krowę, a żeby synusiowi nie zabrakło mleka. (…) Gdy wszystko zostało ukończone, poczuliśmy się szczęśliwi jak nigdy. Jesteśmy teraz sobie bliżsi niż w ogromnym dworze wilczyskim. Nie ma tu ani ludzi, ani spraw, które by nas dzieliły. Pomimo roboty, która mi tu przypadła w udziale, czuję się wspaniale. (…)  

Październik 1944. 
Życie znów zaczyna się do początku. Wszystko, co było do tej pory przestało istnieć. Prysła nadzieja Polski niepodległej. (…) Jasia nie ma. Tylko dziecko mnie trzyma przy życiu.(…)Teraz jednak, gdy wszystkie źródła dochodu urwały się niespodziewanie, muszę na to wszystko zarobić. (…) Mleko, które sprzedawało się do tej pory w Zalesiu, postanowiłam zatrzymać. Rozpoczęłam produkcję krówek śmietankowych. Wielki gar kipi cały dzień na ogniu. (…) Mam już stałe punkty odbioru: prywatnie i w sklepach. (…) Niespodziewanym zastrzykiem, który wpłynął bardzo w porę, była odprawa powstańcza. Wróbel znalazł mnie w Zalesiu. Przyniósł 20 dolarów i wiadomość, ze cały nasz pluton odznaczony został Krzyżem Walecznych."("Galopem pod wiatr", s. 166-67, 204-5)

Barbara Wachowicz:                                                                                                                           "Zalesie... Zalesie... Mały skromny dworek będzie domem radości i pogody. Rok 1930. Jeszcze kilka lat niczym nie zmąconego dorastania. (....)W Zalesiu spędzaliśmy wiosnę i całe lato. Graliśmy z ojcem w tenisa, pływalismy po rzeczce Jeziorce, taszcząc ogromnie ciężki kajak skonstruowany osobiście przez Tadeusza, co rano ćwieczyliśmy biegi do kolejki, którą dojeżdżalismy do szkół w Warszawie..." (" Rudy, Alek, Zośka" - wspomnienia Hanki Zawadzkiej  o "Zośce").

Krystyna Rodowiczowa:                                                                                                                                "Na drugi dzień po procesie męża rano wróciłam do Zalesia. Wszyscy zaprzyjaźnieni z nami sąsiedzi i znajomi czekali z niepokojem na nasz przyjazd. Czułam wielką ich życzliwość do nas, ale i wielką bezsilność wobec przemocy. (1952r.- po aresztowaniu Stanisława Rodowicza) (...) Dni zmowe toczyły sie monotonnie. Zalesie zasypane było śniegiem. Dzieci wracały ze szkoły czerwone, uśmiechnięte i mokre od zabaw w śniegu. Pracowałam dużo, przepisując na maszynie. Ciągle miałam zamknięte drzwi do pracy, ciągle wisiała nade mną odpowiedzialność zbiorowa, a finansowo nie nadążałam za potrzebami i wydatkami. Kilka zaprzyjaźnionych z nami rodzin w Zalesiu dyskretnie pomagało mi, zwłaszcza w ubieraniu dzieci. Byli to Jagielscy, Walukiewiczowie, Zieleniewscy, Widlicowie, Borysowiczowie, Hurdowie, Kowalewscy i inni."("Sztormy i burzany"s. 141, 146).

Wanda Rodowicz:                                                                                                                              Wypracowanie „Moja dzisiejsza droga do szkoły” ......1948, III klasa. Dzisiaj rano jak zajadłam drugie śniadanie, wyszłam na ulicę, która nazywa się Aleja Brzóz. Po drodze widziałam chłopców z „Platerówki” grających w piłkę. Widziałam pożółkłe drzewa i krzaki. Widziałam ogromne sosny, których czupryny kiwają się w takt dmuchania wiatru. Widziałam ludzi idących po ulicach, które wyglądają jak dywan rozłożony na ziemi z liści czerwonych, żółtych i brązowych. Przechodziłam też obok ogródków pozbawionych kwiatów, gdzie właściciele grabią zeschłe liście robiąc ostateczne porządki przed zimą. Następnie idę Aleją Kasztanów. Na tej ulicy z daleka widać tor kolejowy, a czasami przejeżdżającą kolejkę. Jeszcze raz skręcam i wchodzę w małą, cichą i zarośniętą uliczkę, gdzie stoi moja szkoła. Jeszcze kilka kroków i wchodzę w czysto wymiecioną dróżkę, po której spaceruje stary rudy pies - Zuch."("Kocham" s. 8)

 Maria Kownacka:                                                                                                                                          "Życie w wielkich miastach nie wszystkim odpowiada. Znaleźli się ludzie, którzy powiedzieli sobie pewnego dnia: ”Dość mamy Warszawy, jej kurzu i zgiełku i przenieśli się jako pierwsi do pięknego starego lasu pod Warszawą stwarzając tam zaczątek rozwijającego się pięknie „miasta-lasu”. Życie w tym osiedlu potoczyło się pod znakiem pieczołowitej ochrony otaczającej przyrody leśnej, a pogodna, pełna prostoty atmosfera pociąga każdego, kto się z nią zetknął."  (frag.  słowa od autora do książki - pamięci Heleny Radwanowej Tajemnica uskrzydlonego serca, Warszawa 1948)